home | login | register | DMCA | contacts | help | donate |      

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z
À Á Â Ã Ä Å Æ Ç È É Ê Ë Ì Í Î Ï Ð Ñ Ò Ó Ô Õ Ö × Ø Ù Ý Þ ß


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | ôîðóì | collections | ÷èòàëêè | àâòîðàì | add

ðåêëàìà - advertisement



CZE'S'C PIERWSZA[4]

Gwiazdy wokolo twojej glowy — pod twoimi nogi fale morza — na falach morza tecza przed toba pedzi i rozdziela mgly — co ujrzysz, jest twoim — brzegi, miasta i ludzie tobie sie przynaleza — niebo jest twoim — chwale twojej niby nic nie zr'owna. —


*


Ty grasz cudzym uszom niepojete rozkosze. — Splatasz serca i rozwiazujesz gdyby[5] wianek, igraszke palc'ow twoich — lzy wyciskasz — suszysz je u'smiechem i na nowo u'smiech stracasz z ust na chwile — na chwil kilka — czasem na wieki. — Ale sam co czujesz? — ale sam co tworzysz? — co my'slisz? — Przez ciebie plynie strumie'n piekno'sci, ale ty nie jeste's piekno'scia. — Biada ci — biada! — Dziecie, co placze na lonie mamki — kwiat polny, co nie wie o woniach swoich, wiecej ma zaslugi przed Panem od ciebie. —


*


Skadze's powstal, marny cieniu, kt'ory zna'c o 'swietle dajesz, a 'swiatla nie znasz, nie widziale's, nie obaczysz? Kto cie stworzyl w gniewie lub w ironii? — Kto ci dal zycie nikczemne, tak zwodnicze, ze potrafisz uda'c Aniola chwila, nim zagrza'zniesz w bloto, nim jak plaz p'ojdziesz czolga'c i zadusi'c sie mulem? — Tobie i niewie'scie jeden jest poczatek[6] —


*


Ale i ty cierpisz, cho'c twoja bole's'c nic nie utworzy, na nic sie nie zda. — Ostatniego nedzarza jek policzon[7] miedzy tony harf niebieskich. — Twoje rozpacze i westchnienia opadaja na d'ol i Szatan je zbiera, dodaje w rado'sci do swoich klamstw i zludze'n — a Pan je kiedy's zaprzeczy, jako one zaprzeczyly Pana. —


*


Nie przeto wyrzekam na ciebie, Poezjo, matko Piekno'sci i Zbawienia. — Ten tylko nieszcze'sliwy[8], kto na 'swiatach poczetych, na 'swiatach, majacych zgina'c, musi wspomina'c lub przeczuwa'c ciebie — bo jedno tych gubisz, kt'orzy sie po'swiecili tobie, kt'orzy sie stali zywymi glosami twej chwaly. —


*


Blogoslawiony ten, w kt'orym zamieszkala's, jak B'og zamieszkal w 'swiecie, niewidziany, nieslyszany, w kazdej cze'sci jego okazaly, wielki, Pan, przed kt'orym sie unizaja stworzenia i m'owia: „On jest tutaj”. — Taki cie bedzie nosil gdyby gwiazde na czole swoim[9], a nie oddzieli sie od twej milo'sci przepa'scia slowa. — On bedzie kochal ludzi i wystapi mezem po'sr'od braci swoich. — A kto cie nie dochowa, kto zdradzi za wcze'snie i wyda na marna rozkosz ludziom, temu sypniesz kilka kwiat'ow na glowe i odwr'ocisz sie, a on zwiedlymi sie bawi i grobowy wieniec splata sobie przez cale zycie. — Temu i niewie'scie jeden jest poczatek.







ANIOL STR'OZ[10]


Pok'oj ludziom dobrej woli — blogoslawiony po'sr'od stworze'n, kto ma serce[11] — on jeszcze zbawion by'c moze. — Zono dobra i skromna, zjaw sie dla niego — i dziecie niechaj sie urodzi w domu waszym. —

przelatuje


CH'OR ZLYCH DUCH'OW


W droge, w droge, widma, le'ccie ku niemu! — Ty naprz'od, ty na czele, cieniu naloznicy, umarlej wczoraj, od'swiezony w mgle i ubrany w kwiaty, dziewico, kochanko poety, naprz'od. —

W droge i ty, slawo, stary orle wypchany w piekle, zdjety z palu, kedy cie strzelec zawiesil w jesieni — le'c i roztocz skrzydla, wielkie, biale od slo'nca, nad glowa poety. — Z naszych sklep'ow wynid'z, spr'ochnialy obrazie Edenu[12], dzielo Belzebuba[13] — dziury zalepiem i rozwiedziemy pokostem — a potem, pl'otno czarodziejskie, zwi'n sie w chmure i le'c do poety — wnet sie rozwiaz naokolo niego, opasz go skalami i wodami, na przemian noca i dniem. — Matko naturo, otocz poete!


Wie's — ko'sci'ol — nad ko'sciolem Aniol Str'oz sie kolysze.

[ANIOL STR'OZ]


Je'sli dotrzymasz przysiegi na wieki, bedziesz bratem moim w obliczu Ojca niebieskiego.

znika


Wnatrz[14] ko'sciola — 'swiadki — gromnica na oltarzu. —

KSIADZ


'slub daje

Pamietajcie na to. —


Wstaje para — Maz 'sciska reka zony i oddaje ja krewnemu — wszyscy wychodza — on sam zostaje w ko'sciele.

[MAZ]


Zstapilem do ziemskich 'slub'ow[15], bom znalazl te, o kt'orej marzylem — przeklestwo[16] mojej glowie, je'sli ja kiedy kocha'c przestane. —



*


Komnata pelna os'ob — bal — muzyka — 'swiece — kwiaty. — Panna Mloda walcuje i po kilku okregach staje, przypadkiem napotyka meza w tlumie i glowe, opiera na jego ramieniu.

PAN MLODY


Jakze's mi piekna[17] w oslabieniu swoim — w nieladzie kwiaty i perly na wlosach twoich — ploniesz ze wstydu i znuzenia — o, wiecznie, wiecznie bedziesz pie'snia moja. —


PANNA MLODA


Bede wierna zona tobie, jako matka m'owila, jako serce m'owi. — Ale tyle ludzi jest tutaj — tak goraco i huczno. —


PAN MLODY


Id'z z raz jeszcze w taniec, a ja tu sta'c bede i patrze'c na cie, jakem nieraz w my'sli patrzal na sunacych aniol'ow. —


PANNA MLODA


P'ojde, je'sli chcesz, ale juz sil prawie nie mam. —


PAN MLODY


Prosze cie, moje kochanie. —


Taniec i muzyka.


*


Noc pochmurna — Duch zly pod postacia dziewicy, lecac —

[DUCH ZLY]


Niedawnom jeszcze biegala po ziemi w taka sama pore — teraz gnaja mnie czarty i kaza 'swieta udawa'c. —

leci nad ogrodem

Kwiaty, odrywajcie sie i le'ccie do moich wlos'ow. —

leci nad cmentarzem

'Swiezo's'c i wdzieki umarlych dziewic, rozlane w powietrzu, plynace nad mogilami, le'ccie do jag'od moich. —

Tu czarnowlosa sie rozsypuje — cienie jej pukl'ow, zawi'snijcie mi nad czolem. — Pod tym kamieniem zgaslych dwoje 'ocz blekitnych — do mnie, do mnie ogie'n, co tlal w nich! — Za tymi kraty sto gromnic sie pali — ksiezne dzi's pochowano — suknio atlasowa, biala jak mleko,oderwij sie od niej! — Przez kraty leci suknia do mnie, trzepoczac sie jak ptak — a dalej, a dalej. —



*


Pok'oj sypialny — lampa nocna stoi na stole i blisko o'swieca Meza 'spiacego obok Zony. —

MAZ


przez sen

Skadze przybywasz, nie widziana, nie slyszana od dawna — jak woda plynie, tak plyna twoje stopy, dwie fale biale — pok'oj 'swiatobliwy na skroniach twoich — wszystko, com marzyl i kochal, zeszlo sie w tobie.

przebudza sie

Gdziez jestem! — ha, przy zonie — to moja zona. —

wpatruje sie w Zone.

Sadzilem, ze to ty jeste's marzeniem moim, a ot'oz po dlugiej przerwie wr'ocilo ono i r'oznym jest od ciebie. — Ty dobra i mila, ale tamta… Boze — co widze — na jawie —


DZIEWICA


Zdradzile's mnie.

znika


MAZ


Przekleta niech bedzie chwila, w kt'orej pojalem kobiete, w kt'orej opu'scilem kochanke lat mlodych, my'sl my'sli moich, dusze duszy mojej…


ZONA


przebudza sie

Co sie stalo — czy juz dzie'n — czy pow'oz zaszedl? — Wszak mamy jecha'c dzisiaj po r'ozne sprawunki. —


MAZ


Noc glucha — 'spij — 'spij gleboko. —


ZONA


Moze's zaslabl nagle, m'oj drogi? Wstane i dam ci eteru[18]


MAZ


Za'snij. —


ZONA


Powiedz mi, drogi, co masz[19], bo glos tw'oj niezwyczajny i goraczka nabiegly ci jagody[20]. —


MAZ


zrywajac sie

'Swiezego powietrza mi trzeba. — Zosta'n sie — przez Boga, nie chod'z za mna — nie wstawaj, powiadam ci raz jeszcze. —

wychodzi



*


Ogr'od przy 'swietle ksiezyca — za parkanem ko'sci'ol[21]. —

MAZ


Od dnia 'slubu mojego spalem snem odretwialym, snem zarlok'ow, snem fabrykanta Niemca[22] przy zonie Niemce — 'swiat caly jako's zasnal wokolo mnie na podobie'nstwo moje — je'zdzilem po krewnych, po doktorach, po sklepach, a ze dziecie ma sie mi narodzi'c, my'slalem o mamce. —


Bije druga na wiezy ko'sciola.


Do mnie, pa'nstwa moje dawne, zaludnione, zyjace, garnace sie pod my'sl moja — sluchajace natchnie'n moich — niegdy's odglos nocnego dzwonu byl haslem waszym. —

chodzi i zalamuje rece

Boze, czy's Ty sam u'swiecil zwiazek dw'och cial? czy's Ty sam wyrzekl, ze nic ich rozerwa'c nie zdola, cho'c dusze sie odepchna od siebie, p'ojda kazda w swoja strone i ciala, gdyby dwa trupy, zostawia przy sobie? —

Znowu jeste's przy mnie — o moja — o moja, zabierz mnie z soba. — Je'sli's zludzeniem, je'slim cie wymy'slil, a ty's sie utworzyla ze mnie i teraz objawiasz sie mnie, niechze i ja bede mara, stane sie mgla i dymem, by zjednoczy'c sie z toba. —


DZIEWICA


P'ojdzieszli za mna, w kt'orykolwiek dzie'n przylece po ciebie? —


MAZ


O kazdej chwili twoim jestem. —


DZIEWICA


Pamietaj. —


MAZ


Zosta'n sie — nie rozpraszaj sie jako sen. — Je'sli's piekno'scia nad piekno'sciami, pomyslem nad wszystkimi my'sli, czeg'oz nie trwasz dluzej od jednego zyczenia, od jednej my'sli? —


Okno otwiera sie w przyleglym domu.

GLOS KOBIECY


M'oj drogi, chl'od nocy spadnie ci na piersi; wracaj, m'oj najlepszy, bo mi teskno samej w tym czarnym, duzym pokoju. —


MAZ


Dobrze — zaraz. —

Znikl duch, ale obiecal, ze powr'oci, a wtedy zegnaj mi, ogr'odku i domku, i ty, stworzona dla ogr'odka i domku, ale nie dla mnie.


GLOS


Zmiluj sie — coraz chlodniej nad rankiem. —


MAZ


A dziecie moje — o Boze!

wychodzi



*


Salon — dwie 'swiece na fortepianie — kolebka z u'spionym dzieckiem w kacie — Maz rozciagniety na krze'sle, z twarza ukryta w dloniach — Zona przy fortepianie.

ZONA


Bylam u Ojca Beniamina, obiecal mi sie na pojutrze. —


MAZ


Dziekuje ci.


ZONA


Poslalam do cukiernika, zeby kilka tort[23] przysposobil, bo's podobno duzo go'sci sprosil[24] na chrzciny — wiesz — takie czokoladowe[25], z cyfra Jerzego Stanislawa[26]. —


MAZ


Dziekuje ci.


ZONA


Bogu dzieki, ze juz raz sie odbedzie ten obrzadek — ze Orcio nasz zupelnie chrze'scijaninem sie stanie — bo cho'c juz chrzczony z wody[27], zdawalo mi sie zawsze, ze mu nie dostaje czego's[28]. —

idzie do kolebki

'Spij, moje dziecie — czy juz sie tobie co's 'sni, ze zrzucile's kolderke — ot, tak — teraz lez tak. — Orcio mi dzisiaj niespokojny — m'oj male'nki — m'oj 'sliczny, 'spij. —


MAZ


na stronie

Parno — duszno — burza sie gotuje — rychloz tam ozwie sie piorun, a tu peknie serce moje? —


ZONA


wraca, siada do fortepianu, gra i przerywa, znowu gra'c zaczyna i przestaje znowu

Dzisiaj, wczoraj ach! m'oj ty Boze, i przez caly tydzie'n, i juz od trzech tygodni, od miesiaca slowa nie rzekle's do mnie — i wszyscy, kt'orych widze, m'owia mi, ze 'zle wygladam. —


MAZ


na stronie

Nadeszla godzina nic jej nie odwlecze.—

glo'sno

Zdaje mi sie owszem, ze dobrze wygladasz.


ZONA


Tobie wszystko jedno, bo juz nie patrzysz na mnie, odwracasz sie, kiedy wchodze, i zakrywasz oczy, kiedy siedze blisko. — Wczoraj bylam u spowiedzi i przypominalam sobie wszystkie grzechy — a nie moglam nic znale'z'c takiego, co by cie obrazi'c moglo. —


MAZ


Nie obrazila's mnie.


ZONA


M'oj Boze — m'oj Boze!


MAZ


Czuje, ze powinienem cie kocha'c. —


ZONA


Dobile's mnie tym jednym: „powinienem”. — Ach! lepiej wsta'n i powiedz — „nie kocham” — przynajmniej juz bede wiedziala wszystko — wszystko. —

zrywa sie i bierze dziecko z kolebki

Jego nie opuszczaj, a ja sie na gniew tw'oj po'swiece — dziecko moje kochaj — dziecko moje, Henryku. —

przykleka


MAZ


podnoszac

Nie zwazaj na to, com powiedzial — napadaja mnie czesto zle chwile — nudy[29]. —


ZONA


O jedno slowo cie prosze — o jedna obietnice tylko — powiedz, ze go zawsze kocha'c bedziesz. —


MAZ


I ciebie, i jego — wierzaj mi.


Caluje ja w czolo — a ona go obejmuje ramionami — Wtem grzmot slycha'c — zaraz potem muzyke — akord po akordzie, i coraz dziksze[30].

ZONA


Co to znaczy?

dziecie ci'snie do piersi. Muzyka sie urywa.


Wchodzi Dziewica.

[DZIEWICA]


O m'oj luby, przynosze ci blogoslawie'nstwo i rozkosz — chod'z za mna. —

O m'oj luby, odrzu'c ziemskie la'ncuchy, kt'ore cie petaja. — Ja ze 'swiata 'swiezego, bez ko'nca, bez nocy. — Jam twoja. —


ZONA


Naj'swietsza Panno, ratuj mnie! — to widmo blade, jak umarly — oczy zgasle i glos jak skrzypienie woza, na kt'orym trup lezy. —


MAZ


Twe czolo jasne, tw'oj wlos kwieciem przetykany, o luba. —


ZONA


Calun w szmatach opada jej z ramion. —


MAZ


'Swiatlo leje sie naokolo ciebie — glos tw'oj raz jeszcze — niechaj zagine potem. —


DZIEWICA


Ta, kt'ora cie wstrzymuje, jest zludzeniem. — Jej zycie znikome — jej milo's'c jako li's'c, co ginie w'sr'od tysiaca zeschlych — ale ja nie przemine. —


ZONA


Henryku, Henryku, zaslo'n mnie, nie daj mnie — czuje siarke i zaduch grobowy[31]. —


MAZ


Kobieto z gliny i blota, nie zazdro's'c, nie potwarzaj[32] — nie blu'z'n — patrz — to my'sl pierwsza Boga o tobie, ale ty's poszla za rada weza i stala's sie, czym jeste's[33]. —


ZONA


Nie puszcze cie. —


MAZ


O luba! rzucam dom i ide za toba. —

wychodzi


ZONA


Henryku — Henryku —

mdleje i pada z dzieckiem — drugi grzmot



*


Chrzest — Go'scie — Ojciec Beniamin — Ojciec Chrzestny — Matka Chrzestna — mamka z dzieckiem — na sofie na boku siedzi Zona — w glebi sluzacy.

PIERWSZY GO'S'C


po cichu

Dziwna rzecz, gdzie Hrabia sie podzial. —


DRUGI GO'S'C


Zabalamucil sie gdzie's lub pisze. —


PIERWSZY GO'S'C


A Pani blada, niewyspana, slowa do nikogo nie przem'owila.


TRZECI GO'S'C


Chrzest dzisiejszy przypomina mi bale, na kt'ore zaprosiwszy gospodarz, zgra sie wilia[34] w karty, a potem go'sci przyjmuje z grzeczno'scia rozpaczy. —


CZWARTY GO'S'C


Opu'scilem 'sliczna ksiezniczke — przyszedlem — sadzilem, ze bedzie sute 'sniadanie, a zamiast tego, jako Pismo m'owi, placz i zgrzytanie zeb'ow. —


OJCIEC BENIAMIN


Jerzy Stanislawie, przyjmujesz olej 'swiety?


OJCIEC I MATKA CHRZESTNA


Przyjmuje. —


JEDEN Z GO'SCI


Patrzcie, wstala i stapa, jak gdyby we 'snie. —


DRUGI GO'S'C


Roztoczyla rece przed sie i chwiejac sie idzie ku synowi. —


TRZECI GO'S'C


Co m'owicie! — Podajmy jej ramie, bo zemdleje. —


OJCIEC BENIAMIN


Jerzy Stanislawie, wyrzekasz sie Szatana i pychy jego?


OJCIEC I MATKA CHRZESTNA


Wyrzekam sie. —


JEDEN Z GO'SCI


Cyt — sluchajcie. —


ZONA


kladac dlonie na glowie dzieciecia

Gdzie ojciec tw'oj, Orcio? —


OJCIEC BENIAMIN


Prosze nie przerywa'c. —


ZONA


Blogoslawie cie, Orciu, blogoslawie, dziecie moje. — Bad'z poeta[35], aby cie ojciec kochal, nie odrzucil kiedy's. —


MATKA CHRZESTNA


Ale pozw'olze, moja Marysiu. —


ZONA


Ty ojcu zasluzysz sie i przypodobasz — a wtedy on twojej matce przebaczy. —


OJCIEC BENIAMIN


B'oj sie Pani Hrabina Boga. —


ZONA


Przeklinam cie, je'sli nie bedziesz poeta. —

mdleje — wynosza ja slugi


GO'SCIE


razem

Co's nadzwyczajnego zaszlo w tym domu, wychod'zmy, wychod'zmy! —


Tymczasem obrzed sie ko'nczy — dziecie placzace odnosza do kolebki.

OJCIEC CHRZESTNY


przed kolebka

Jerzy Stanislawie, dopiero co's zostal chrze'scijaninem i wszedl do towarzystwa ludzkiego[36], a p'o'zniej zostaniesz obywatelem, a za staraniem rodzic'ow i laska Boza znakomitym urzednikiem — pamietaj, ze Ojczyzne kocha'c trzeba i ze nawet za Ojczyzne zgina'c jest pieknie…


Wychodza wszyscy.


*


Piekna okolica — wzg'orza i lasy — g'ory w oddali.

MAZ


Tegom zadal, o to przez dlugie modlilem sie lata i nareszciem juz bliski mojego celu — 'swiat ludzi zostawilem z tylu — niechaj sobie tam kazda mr'owka biezy i bawi sie d'zblem[37] swoim, a kiedy go opu'sci, niech skacze ze zlo'sci lub umiera z zalu. —


GLOS DZIEWICY


Tedy — tedy. —

przechodzi



*


G'ory i przepa'scie ponad morzem — geste chmury — burza. —

MAZ


Gdzie mi sie podziala — nagle rozplynely sie wonie poranku, pogoda sie za'cmila — stoje na tym szczycie, otchla'n pode mna i wiatry hucza przera'zliwie. —


GLOS DZIEWICY


w oddaleniu

Do mnie, m'oj luby.


MAZ


Jakze juz daleko, a ja przesadzi'c nie zdolam przepa'sci. —


GLOS


w poblizu

Gdzie skrzydla twoje? —


MAZ


Zly duchu, co sie natrzasasz ze mnie, gardze toba. —


GLOS DRUGI


U wiszaru[38] g'ory twoja wielka dusza, nie'smiertelna, co jednym rzutem niebo przelecie'c miala, ot kona! — i nieboga twoich st'op sie prosi, by nie szly dalej — wielka dusza — serce wielkie. —


MAZ


Pokazcie mi sie, we'zcie posta'c, kt'ora bym m'ogl zgia'c i obali'c. — Je'sli sie was ulekne, bodajbym Jej nie otrzymal nigdy. —


DZIEWICA


na drugiej stronie przepa'sci

Uwiaz sie dloni mojej i wzle'c. —


MAZ


C'oz sie dzieje z toba — kwiaty odrywaja sie od skroni twoich i padaja na ziemie, a jak tylko sie jej dotkna, 'slizgaja jak jaszczurki, czolgaja jak zmije. —


DZIEWICA


M'oj luby! —


MAZ


Przez Boga, suknie wiatr zdarl ci z ramion i rozdarl w szmaty. —


DZIEWICA


Czemu sie ociagasz? —


MAZ


Deszcz kapie z wlos'ow — ko'sci nagie wyzieraja z lona. —


DZIEWICA


Obiecale's — przysiagle's —


MAZ


Blyskawica zrzenice[39] jej wyzarla[40]. —


CH'OR DUCH'OW ZLYCH


Stara, wracaj do piekla — uwiodla's serce wielkie i dumne, podziw ludzi i siebie samego. — Serce wielkie, id'z za luba twoja[41]. —


MAZ


Boze, czy Ty mnie za to potepisz, zem uwierzyl, iz Twoja piekno's'c przenosi o cale niebo piekno's'c tej ziemi — za to, zem 'scigal za nia i meczyl sie dla niej, azem stal sie igrzyskiem szatan'ow!


DUCH ZLY


Sluchajcie, bracia — sluchajcie! —


MAZ


Dobija ostatnia godzina. — Burza kreci sie czarnymi wiry — morze dobywa sie na skaly i ciagnie ku mnie — niewidoma sila pcha mnie coraz dalej — coraz blizej —z tylu tlum ludzi wsiadl mi na barki i prze ku otchlani. —


DUCH ZLY


Radujcie sie, bracia — radujcie! —


MAZ


Na pr'ozno walczy'c — rozkosz otchlani mnie porywa[42] — zawr'ot w duszy mojej — Boze — wr'og Tw'oj zwycieza! —


ANIOL STR'OZ


ponad morzem

Pok'oj wam, balwany, uciszcie sie. —

W tej chwili[43] na glowe dzieciecia twego zlewa sie woda 'swieta. —

Wracaj do domu i nie grzesz wiecej. —

Wracaj do domu i kochaj dziecie twoje. —



*


Salon z fortepianem — wchodzi Maz — Sluzacy ze 'swieca za nim. —

MAZ


Gdzie Pani?


SLUGA JW.


Pani slaba. —


MAZ


Bylem w jej pokoju — pusty. —


SLUGA


Jasny Panie, bo JW. Pani tu nie ma.


MAZ


A gdzie?


SLUGA


Odwie'zli ja wczoraj…


MAZ


Gdzie?


SLUGA


Do domu wariat'ow.

ucieka z pokoju


MAZ


Sluchaj, Mario, moze ty udajesz, skryla's sie gdzie, zeby mnie ukara'c? Ozwij sie, prosze cie — Mario — Marysiu —

Nie — nikt nie odpowiada. — Janie — Katarzyno! — Ten dom caly ogluchl — oniemial. —

Te, kt'orej przysiaglem na wierno's'c i szcze'scie, sam stracilem do rzedu potepionych juz na tym 'swiecie. — Wszystko, czegom sie dotknal, zniszczylem i siebie samego zniszcze w ko'ncu. — Czyz na to pieklo mnie wypu'scilo, bym troche dluzej byl jego zywym obrazem na ziemi?

Na jakiejze poduszce ona dzi's glowe polozy? — Jakiez d'zwieki otocza ja w nocy? — Skowyczenia i 'spiewy oblakanych. Widze ja — czolo, na kt'orym zawsze my'sl spokojna, witajaca — uprzejma — przezierala — pochylone trzyma — a my'sl dobra swoja poslala w nieznane obszary, moze za mna, i blaka sie biedna, i placze. —


GLOS SKADSI'S


Dramat ukladasz[44]. —


MAZ


Ha! — m'oj Szatan sie odzywa —

biezy ku drzwiom, rozpycha podwoje

Tatara mi osiodla'c — plaszcz m'oj i pistolety! —



*


Dom oblakanych, w g'orzystej okolicy. — Ogr'od wokolo. —

ZONA DOKTORA


z pekiem klucz'ow u drzwi

— Moze Pan krewny Hrabiny. —


MAZ


Jestem przyjacielem jej meza, on mnie tu przyslal. —


ZONA DOKTORA


Prosze Pana — wiele sobie z niej obiecywa'c nie spos'ob — m'oj maz wyjechal, bylby to lepiej wyluszczyl — przywie'zli ja zawczoraj — byla w konwulsjach. — Jakie goraco. —

obciera twarz

Mamy duzo chorych — zadnego jednak tak niebezpiecznie, jak ona. — Imainuj[45] sobie Pan, ten instytut kosztuje nas ze dwakro'c sto tysiecy. — Patrz Pan, jaki widok na g'ory — ale Pan, widze, niecierpliwy — wiec to nieprawda, ze jak'obiny[46]jej meza porwali w nocy? — Prosze Pana. —



*


Pok'oj — kratowane okno — kilka krzesel — l'ozko — Zona na kanapie. —

MAZ


wchodzi

Chce by'c z nia sam na sam. —


GLOS ZZA DRZWI


M'oj maz by sie gniewal, gdyby…


MAZ


Dajze mi W. Pani pok'oj! —

drzwi za soba zamyka i idzie ku Zonie


GLOS ZNAD SUFITU[47]


W la'ncuchy spetali'scie Boga. — Jeden juz umarl na krzyzu. — Ja drugi B'og, i r'ownie w'sr'od kat'ow. —


GLOS SPOD PODLOGI


Na rusztowanie glowy kr'ol'ow i pan'ow — ode mnie poczyna sie wolno's'c ludu. —


GLOS ZZA PRAWEJ 'SCIANY


Klekajcie przed kr'olem, panem waszym. —


GLOS ZZA LEWEJ 'SCIANY


Kometa na niebie juz blyska — dzie'n strasznego sadu sie zbliza. —


MAZ


Czy mnie poznajesz, Mario? —


ZONA


Przysieglam ci na wierno's'c do grobu. —


MAZ


Chod'z — daj mi ramie, wyjdziemy. —


ZONA


Nie moge sie podnie's'c — dusza opu'scila cialo moje, wstapila do glowy. —


MAZ


Pozw'ol, wyniose ciebie. —


ZONA


Dozw'ol chwil kilka jeszcze, a stane sie godna ciebie. —


MAZ


Jak to?


ZONA


Modlilam sie trzy nocy i B'og mnie wysluchal. —


MAZ


Nie rozumiem cie. —


ZONA


Od kiedym cie stracila, zaszla odmiana we mnie — „Panie Boze” m'owilam i bilam sie w piersi, i gromnice przystawialam do piersi, i pokutowalam, „spu's'c na mnie ducha poezji” i trzeciego dnia z rana stalam sie poeta. —


MAZ


Mario —


ZONA


Henryku, mna teraz juz nie pogardzisz — jestem pelna natchnienia — wieczorami juz mnie nie bedziesz porzucal. —


MAZ


Nigdy, nigdy. —


ZONA


Patrz na mnie. — Czy nie zr'ownalam sie z toba? — Wszystko pojme, zrozumiem, wydam, wygram, wy'spiewam. — Morze, gwiazdy, burza, bitwa. — Tak, gwiazdy, burza, morze — ach! wymknelo mi sie jeszcze co's — bitwa. — Musisz mnie zaprowadzi'c na bitwe — ujrze i opisze — trup, calun, krew, fala, rosa, trumna. —

Niesko'nczono's'c mnie obleje

I jak ptak, w niesko'nczono'sci

Blekit skrzydlami rozwieje

I lecac, sie rozemdleje

W czarnej nico'sci. —


MAZ


Przeklestwo — przeklestwo[48]! —


ZONA


obejmuje go ramionami i caluje w usta

Henryku m'oj, Henryku, jakzem szcze'sliwa. —


GLOS SPOD POSADZKI


Trzech kr'ol'ow wlasna reka zabilem — dziesieciu jest jeszcze — i ksiezy stu 'spiewajacych msze. —


GLOS Z LEWEJ STRONY


Slo'nce trzecia cze's'c blasku stracilo — gwiazdy zaczynaja potyka'c sie po drogach swoich — niestety — niestety[49].


MAZ


Dla mnie juz nadszedl dzie'n sadu.


ZONA


Rozja'snij czolo, bo smucisz mnie na nowo. — Czeg'oz ci nie dostaje? — Wiesz, powiem ci co's jeszcze.


MAZ


M'ow, a wszystkiego dopelnie.


ZONA


Tw'oj syn bedzie poeta.


MAZ


Co?


ZONA


Na chrzcie ksiadz mu dal pierwsze imie — poeta — a nastepne znasz, Jerzy Stanislaw. — Jam to sprawila — blogoslawilam, dodalam przeklestwo — on bedzie poeta. — Ach, jakze cie kocham, Henryku.


GLOS Z SUFITU


Daruj im, Ojcze, bo nie wiedza, co czynia.


ZONA


Tamten dziwne cierpi oblakanie — nieprawdaz?


MAZ


Najdziwniejsze.


ZONA


On nie wie, co gada, ale ja ci oglosze, co by bylo, gdyby B'og oszalal[50]

bierze go za reke

Wszystkie 'swiaty leca to na d'ol, to w g'ore — czlowiek kazdy, robak kazdy krzyczy — „Ja Bogiem” — i co chwila jeden po drugim konaja — gasna komety i slo'nca. — Chrystus nas juz nie zbawi — krzyz sw'oj wzial w rece obie i rzucil w otchla'n. Czy slyszysz, jak ten krzyz, nadzieja milion'ow, rozbija sie o gwiazdy, lamie sie, peka, rozlatuje w kawalki, a coraz nizej i nizej — az tuman wielki powstal z jego odlamk'ow — Naj'swietsza Bogarodzica jedna sie jeszcze modli i gwiazdy, Jej sluzebnice, nie odbiegly Jej dotad — ale i Ona p'ojdzie, kedy idzie 'swiat caly. —


MAZ


Mario, moze chcesz widzie'c syna[51]? —


ZONA


Jam mu skrzydla przypiela, poslala miedzy 'swiaty, by sie napoil wszystkim, co piekne i straszne, i wyniosle. — On wr'oci kiedy's i uraduje ciebie. — Ach!


MAZ


'Zle tobie?


ZONA


W glowie mi kto's lampe zawiesil[52] i lampa sie kolysze — niezno'snie. —


MAZ


Mario moja najdrozsza, bad'zze mi spokojna, jako dawniej byla's. —


ZONA


Kto jest poeta, ten nie zyje dlugo.


MAZ


Hej! ratunku — pomocy! —


Wpadaja kobiety i Zona Doktora.

ZONA DOKTORA


Pigulek — proszk'ow! — Nie — nic zsiadlego — owszem, plynne jakie lekarstwo. — Malgosiu, biez do apteczki! — Pan sam temu przyczyna — m'oj maz mnie wylaje. —


ZONA


Zegnam cie, Henryku. —


ZONA DOKTORA


To JW. Hrabia sam w osobie swojej!


MAZ


Mario, Mario! —

'sciska ja


ZONA


Dobrze mi, bo umieram przy tobie. —

spuszcza glowe


ZONA DOKTORA


Jaka czerwona. — Krew rzucila sie do m'ozgu.


MAZ


Ale jej nic nie bedzie!


Wchodzi Doktor i zbliza sie do kanapy.

DOKTOR


Juz jej nic nie ma — umarla. —



Zygmunt Krasi \nski Nie-Boska komedia | Nie-Boska komedia | CZ E\S\C DRUGA [53]