home | login | register | DMCA | contacts | help | donate |      

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | | collections | | | add

- advertisement



VII

W jaki's czas po tych wszystkich zaj'sciach siedzieli Guttorm i Karen w 'swietlicy w Solbakken i czytali sobie wzajem ustepy z nowych ksiazek przywiezionych z miasta. Byli rano w ko'sciele, gdyz byla to niedziela. Potem zrobili maly spacer po polach, by zobaczy'c, jak wygladaja zasiewy i rozwazy'c, kt'ore kawalki roli maja na rok przyszly ugorowa'c, a kt'ore trzeba bedzie zasia'c. Szli od jednej dzialki do drugiej i stwierdzali z zadowoleniem, ze posiadlo's'c poprawila sie w ich rekach w stosunku do tego, co objeli po ojcach.

B'og jeden wie, co sie z tym stanie, gdy nas zabraknie rzekla Karen.

W'owczas zaproponowal jej Guttorm, by wr'ocili do domu i poczytali troche, gdyz czytanie to najlepsza rzecz na odpedzenie zlych my'sli.

Gdy jednak przejrzeli nowe ksiazki, Karen zauwazyla, ze stare sa lepsze.

Ludzie odpisuja ciagle wszystko ze starych ksiazek i to coraz gorzej! powiedziala.

Jest w tym troche prawdy! odparl Guttorm S"amund powiedzial mi dzi's w ko'sciele, ze w dzieciach odnale'z'c mozna z latwo'scia rodzic'ow.

Tak, widzialam! powiedziala Karen. Duzo m'owile's dzisiaj z S"amundem.

S"amund to czlowiek rozsadny!

Tylko za malo, zdaje mi sie, dba o Pana Boga!

Guttorm nic na to nie odrzekl.

Gdzie sie podziala Synn"owe? spytala zona.

Jest w swojej izdebce.

Byle's przed chwila u niej c'oz z nia slycha'c?

Hm tak sobie

Czemu's ja zostawil sama?

Kto's do niej przyszedl

Kt'oz taki?

Ingrid Granlien.

My'slalam, ze jest jeszcze na hali!

Dzisiaj wla'snie wr'ocila do domu, by matka mogla i's'c do ko'sciola.

Tak nareszcie sie pokazala

Ma bardzo duzo zajecia

Innym tez roboty nie brak, a znajduja czas, by i's'c tam, dokad nalezy!

Guttorm znowu nic na to nie odrzekl. Po chwili ozwala sie Karen:

Wszyscy z Granlien byli dzi's w ko'sciele z wyjatkiem Ingrid.

Towarzyszyli Torbj"ornowi, bo po raz pierwszy od czasu wyzdrowienia byl w ko'sciele.

Nieszczeg'olnie wyglada!

Lepiej, niz sie wszyscy spodziewali. Ja sam sie dziwie, ze z tego wyszedl calo.

Drogo oplacil sw'oj wybryk!

Guttorm patrzyl przez chwile przed siebie.

Jest jeszcze taki mlody zauwazyl.

Wiec to ma by'c wytlumaczeniem? zawolala. Nie, on nie ma charakteru! Nie mozna mu zaufa'c!

Guttorm oparl lokcie o st'ol, wzial do reki ksiazke i zaczal czyta'c. Ale udawal tylko, bo po chwili odezwal sie.

M'owia, ze calkiem przyjdzie do zdrowia!

Teraz Karen wziela r'owniez ksiazke.

To bardzo dobrze! odrzekla. Chlopak 'sliczny, to prawda. Niechze mu B'og da opamietanie!

Czytali przez czas jaki's, na koniec Guttorm obr'ocil kartke i powiedzial:

Widziala's, ze ani razu na nia nie spojrzal?

Zauwazylam to. Siedzial jak trusia, p'oki nie wyszla.

Kilka minut trwalo milczenie, potem ozwal sie Guttorm:

My'slisz, ze o niej zapomni?

Byloby to najlepsze!

Guttorm czytal dalej, zona takze, obracajac kartke po kartce.

Nie podoba mi sie, ze Ingrid tak dlugo u niej wysiaduje! ozwala sie Karen.

Synn"owe nie ma pr'ocz niej innego towarzystwa!

Ma nas!

Guttorm spojrzal na zone.

Nie trzeba by'c dla niej tak surowym!

Zona milczala chwile, potem rzekla:

Nie zabraniam jej wcale przychodzi'c!

Guttorm zamknal ksiazke, wstal i wyjrzal oknem.

O Ingrid odchodzi wla'snie.

Karen ledwo to poslyszala, wyszla szybko ze stancji. Guttorm stal dlugo w oknie, potem obr'ocil sie i zaczal chodzi'c po izbie. Gdy zona wr'ocila, zatrzymal sie.

Tak jest, jak my'slalam! powiedziala. Synn"owe siedziala i plakala. Gdy weszlam, udala, ze szuka czego's w szufladzie. Nie chciala, by kto's widzial jej lzy!

Potem dodala, potrzasajac glowa:

Do niczego ta cala przyja'z'n z Ingrid.

Zaczela przyrzadza'c wieczerze, ustawicznie wchodzac i wychodzac. Wla'snie gdy jej nie bylo, weszla Synn"owe. Oczy miala czerwone od placzu. Przeszla tuz obok ojca i spojrzala mu w oczy. Potem siadla przy stole i wziela do rak ksiazke. Po chwili polozyla ja i spytala wchodzaca matke, czy moze jej pom'oc.

I owszem! odrzekla Karen. Praca jest najlepsza na wszystko.

Synn"owe nakryla st'ol stojacy blisko okna. Ojciec chodzacy dotad po izbie przystapil tam wla'snie i wyjrzal:

Owies polozony od deszczu podni'osl sie, jak widze!

Synn"owe stanela obok niego i popatrzyla takze. Zwr'ocil sie ku niej, ale w tej chwili matka byla obecna, przeto pogladzil ja tylko z lekka po wlosach i zn'ow rozpoczal przerwana wedr'owke.

Jedli w milczeniu.

Modlitwe przed i po posilku odmawiala zawsze matka. Gdy sko'nczyli, zaproponowala, by czytali i 'spiewali hymny i uczynili tak.

Slowo boze to wielkie blogoslawie'nstwo! powiedziala Karen do c'orki, patrzac na nia, az Synn"owe spu'scila oczy ku ziemi.

Teraz opowiem wam historyjke! o'swiadczyla matka. Kazde slowo jest w niej prawda i moze przysporzy'c korzy'sci tym, kt'orzy sie zastanowia nad jej tre'scia.

Odchrzaknela i zaczela:

Za moich mlodych lat zyla w Haug dziewczyna, wnuczka pewnego uczonego, starego czlowieka. Wzial ja do siebie, gdy byla mala, by mu byla osloda i pociecha staro'sci, i oczywi'scie nauczyl ja slowa bozego i wpoil dobre obyczaje. Pojmowala wszystko latwo i uczyla sie pilnie, tak ze niebawem wyprzedzila wszystkie inne dzieci. W pietnastym roku zycia umiala czyta'c, pisa'c i rachowa'c, umiala tez na pamie'c wszystkie swoje szkolne ksiazki i dwadzie'scia pie'c rozdzial'ow Pisma 'Swietego. Pamietam wszystko, jakby to bylo wczoraj. Wolala siedzie'c nad ksiazka niz ta'nczy'c, przeto bardzo rzadko widziano ja w miejscach rozrywek, a najcze'sciej przebywala w pokoju dziadka zastawionym od powaly madrymi ksiazkami. Zazwyczaj, gdy ja kto zagadnal znienacka, nie wiedziala, o co idzie, bo my'slami byla daleko. Wszyscy m'owili'smy sobie: O, gdyby to mozna posiada'c cho'c polowe tego rozumu, co Karen Haugen!.

Poniewaz miala odziedziczy'c majatek dziadka, przeto zglaszal sie niejeden konkurent do jej reki. Ale nie chciala zadnego. Wla'snie w tym czasie przybyl do Haug z uniwersytetu syn miejscowego pastora. Nie bardzo mu sie wiodlo z egzaminami, gdyz lubowal sie raczej w wesolym zyciu studenckim niz w nauce, a w czasie ostatnim zaczal nawet pi'c.

Miej sie przed nim na baczno'sci! powiedzial jej dziadek. Dlugo przestawalem z lud'zmi inteligentnymi i zauwazylem, ze mniej zasluguja na zaufanie od naszych chlopc'ow.

Karen powodowala sie zawsze radami dziadka i gdy tylko spotkala syna pastora, schodzila mu zawsze z oczu. Ale on nie dawal jej spokoju, tak ze niebawem spotykala go na kazdym kroku.

Czego chcesz! powiedziala mu raz. Nic ci z tego nie przyjdzie!

Ale on nie dawal za wygrana, tak ze na koniec musiala wyslucha'c jego o'swiadczyn. Byl to rzeczywi'scie przystojny chlopak. Ale kiedy jej powiedzial, ze zy'c bez niej nie moze i w leb sobie strzeli, uciekla przerazona. Chodzil kolo domu, gdzie mieszkala, stal nocami pod jej oknem, ale ona nie chciala mu sie nawet pokaza'c. Powtarzal ciagle, ze sie zabije, ale Karen przekonala sie, ze to czyste gadanie. Na koniec popadl w straszne pija'nstwo.

Wystrzegaj sie, dziewczyno! powtarzal dziadek. Wszystko to sa sztuczki diabelskie!

Pewnego dnia znalazl sie w jej pokoju, a nikt nie wiedzial, jak to sie sta'c moglo.

Przychodze zabi'c cie! powiedzial.

Dobrze! Uczy'n to, je'sli ci nie brak odwagi! powiedziala.

On zaczal plaka'c i rzekl, ze w jej mocy jest uczyni'c ze'n porzadnego czlowieka.

Czy porzucisz trunek na p'ol roku? spytala.

I przez sze's'c miesiecy nie tknal w'odki.

Czy wierzysz mi teraz? spytal.

Uwierze ci, je'sli na p'ol roku wyrzekniesz sie wszystkich rozrywek towarzyskich i gier.

Tak uczynil.

Czy wierzysz mi teraz? spytal znowu.

Uwierze ci, gdy wr'ocisz na uniwersytet i doko'nczysz swych nauk teologicznych!

Uczynil to i po roku wr'ocil jako wy'swiecony kaplan.

Czy uwierzysz mi teraz? ponowil pytanie.

Musze uslysze'c przedtem kilka twoich kaza'n.

Uczynil, jak chciala. Wyglosil wspaniale kazanie, m'owil o wlasnych wystepkach, wykazywal, jak latwo poprawi'c sie kazdemu, byle tylko chcial zrobi'c poczatek i dowodzil, jak ogromna potega jest slowo boze.

Potem stanal znowu przed Karen.

Teraz wierze powiedziala mu ze bedziesz zyl wedle swoich sl'ow. A ze swej strony zawiadamiam cie, ze jestem zareczona z moim kuzynem Andrzejem Haugenem i nastepnej niedzieli oglosisz sam nasze zapowiedzi.

Na tym sko'nczyla matka. Synn"owe z poczatku nie bardzo sluchala opowiadania, ale potem chwytala z ciekawo'scia kazde slowo.

I na tym koniec? spytala zywo.

Koniec! powiedziala matka.

Guttorm patrzyl na zone, ale ona unikala jego spojrzenia. Po chwili, wodzac palcem po stole, dodala z wahaniem:

Moze i nie koniec, zreszta ale to juz do rzeczy nie nalezy.

C'oz jeszcze? spytala Synn"owe ojca, kt'oremu ta historia wydawala sie znana.

Jeszcze co's ale matka powiada, ze to do rzeczy nie nalezy.

C'oz sie z nim stalo? spytala Synn"owe.

Hm to wla'snie w tym sek powiedzial ojciec i spojrzal na matke. Siedziala oparta o porecz krzesla i patrzyla zadumana na oboje.

Czy byl bardzo nieszcze'sliwy? szepnela Synn"owe cichutko.

Trzeba tam ko'nczy'c, gdzie powinien by'c koniec! zawyrokowala matka i wstala od stolu. Ojciec i Synn"owe poszli za jej przykladem.


| Dziewczę ze Słonecznego Wzgórza tłum. Franciszek Mirandola | c