home | login | register | DMCA | contacts | help | donate |      

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | | collections | | | add

- advertisement



VI

Synn"owe dowiedziala sie zaraz nazajutrz po wypadku, ze Torbj"orn byl na weselu w Nordhaug. Mlodszy jego brat przybyl z wie'scia na hale, ale Ingrid nauczyla go przed wyj'sciem z domu, co ma powiedzie'c. Synn"owe dowiedziala sie wiec tylko, ze ko'n sie sploszyl i Torbj"orn udal sie do Nordhaug'ow po pomoc, nastepnie, ze doszlo do sprzeczki i b'ojki z Knutem, kt'ory lekko ranil go nozem, ale nie ma niebezpiecze'nstwa, mimo iz musi leze'c w l'ozku.

Tak podana wiadomo's'c zasmucila ja raczej niz przerazila i smutek jej wzrastal, w miare jak nad tym my'slala. Wiec znowu rozwialy sie owe piekne obietnice, nie zmienil sie ani na wlos, a rodzice zn'ow mu beda mieli co's do zarzucenia. Tak rozmy'slala Synn"owe. Nie dopuszczala jednak my'sli, by to ich moglo rozlaczy'c.

Wie'sci nierychlo przedostawaly sie na hale, wiec dopiero po kilku dniach otrzymala 'swieze wiadomo'sci. Ciazyla jej bardzo niepewno's'c, a poniewaz Ingrid nie wracala, zaczela odczuwa'c obawe i domy'sla'c sie, ze jest duzo gorzej niz jej m'owiono. Zaprzestala 'spiewania wieczorami, gdy bydlo wracalo do zagrody, a w nocy nie mogla sypia'c, bo braklo jej towarzystwa przyjaci'olki. Pewnego dnia czula sie bardzo przygnebiona, chcac sie tedy rozerwa'c praca, zaczela szorowa'c kadzie na mleko i skopki, a na odmiane robila serki i maslo.

Ale praca jej nie szla, robila wszystko z widocznym przymusem, tak ze mlodszy brat Torbj"orna i drugi chlopiec przyjety do pomocy byli pewni, ze miedzy nia a Torbj"ornem musialo co's zaj's'c, i zaczeli snu'c na ten temat r'ozne domysly.

W tydzie'n po odej'sciu Ingrid Synn"owe byla jeszcze smutniejsza i bardziej przygnebiona niz zazwyczaj. Przez tak dlugi czas nie miala zadnej wie'sci. Porzucila robote i siadla na wzg'orku, skad roztaczal sie widok na cala okolice. Zdawalo sie jej, ze ten widok zastapi w pewnej mierze towarzystwo, a nie chciala pozostawa'c sama. Siedziala dlugo, na koniec ogarnelo ja znuzenie, polozyla sie we wrzosach i zasnela. Ale slo'nce dogrzewalo, przeto jej sen nie byl spokojny. 'Snilo jej sie, ze jest u siebie w Solbakken, w sypialni, kt'orej okno wychodzi na ogr'od. Kwiaty 'sla upojny zapach, ale zapach to jaki's inny, nie ten, do kt'orego nawykla. Wyjrzala przeto oknem i spostrzegla Torbj"orna sadzacego na grzadce wrzosy.

C'oz to robisz, kochany Torbj"ornie? spytala.

Kwiaty nie darza sie tutaj! odparl i wzial sie na nowo do roboty.

Zal sie jej zrobilo kwiat'ow i poprosila, by je przyni'osl do pokoju.

Uczynie to chetnie! odparl, pozbieral wyjete z ziemi kwiaty i przyni'osl jej.

W tej chwili weszla matka i krzyknela:

C'oz to? Wpuszczasz do siebie tego nicponia?

Skoczyla i stanela miedzy Synn"owe i Torbj"ornem. Ale on chcial sie do niej zblizy'c i zaczal bi'c sie z matka.

Mamo mamo! krzyknela z placzem. On mi chce tylko przynie's'c moje kwiatki!

Wszystko mi jedno! Niech sie stad wynosi odparla matka i rzucila sie na Torbj"orna.

Synn"owe byla przerazona, nie wiedziala, komu ma zyczy'c zwyciestwa. Pragnela tylko, by zadne z nich nie zostalo pokonane.

Uwazaj na kwiatki! zawolala. Ale oni nie zwazali na nic, bili sie i kwiatki rozsypaly sie po calym pokoju. Deptali po nich oboje: i matka, i Torbj"orn. Synn"owe zaczela plaka'c. Torbj"orn w chwili, kiedy rozsypal kwiaty, stal sie nagle brzydki, straszliwie brzydki i odrazajacy. Wlosy mial dlugie i zmierzwione, twarz ogromna i wykrzywiona, oczy zaczely miota'c blyski, u palc'ow wyrosly mu dlugie pazury i szponami tymi pochwycil matke.

Mamo mamo strzez sie czy nie widzisz, ze sie zmienil!

Krzyczala i chciala spieszy'c na pomoc matce, ale nie mogla sie ruszy'c z miejsca.

Nagle kto's na nia zawolal, raz i drugi raz Torbj"orn wybiegl na pole, a matka pospieszyla za nim. Znowu poslyszala wolanie:

Jestem Ide! odkrzyknela Synn"owe i zbudzila sie.

Synn"owe! wolal kto's.

Ide ide! powt'orzyla.

Gdzie jeste's?

To matka wola! pomy'slala i poszla ku hali, gdzie stala matka ze sporym koszykiem w reku.

Czemuz sie kladziesz i 'spisz na golej ziemi? spytala matka.

Bylam tak znuzona, ze sie polozylam na chwile i zasnelam! odparla Synn"owe.

Nie r'ob tego na drugi raz ostrzegala matka. W koszyku jest co's dla ciebie dodala. Upieklam placek, bo ojciec wybiera sie do miasta.

Ale Synn"owe czula dobrze, ze matka nie z tego powodu przyszla i ze nie darmo o niej 'snila.

Podziekowala za to, co jej przyniosla i odkryla koszyk, by zbada'c jego zawarto's'c.

Zobaczysz potem powiedziala matka teraz sluchaj! Zauwazylam, ze kadzie i skopki dawno nie byly szorowane. Musisz to zrobi'c, drogie dziecko, przed spaniem.

Dzisiaj tak jako's zaslablam

Chod'z, pomoge ci troche, skorom tu juz przyszla! o'swiadczyla matka, zakasujac sp'odnice. Musisz sie przyzwyczai'c do porzadku, czy na ciebie patrze, czy nie!

Poszla do mleczarni przodem, a Synn"owe udala sie za nia powoli. Zdjely z p'olek naczynia i zaczely je szorowa'c. Matka zbadala cale urzadzenie mleczami i wyrazila swe zadowolenie, udzielala c'orce ciagle rad, pouczala, jak sie do czego bra'c, pomagala jej szorowa'c, zamiata'c i tak mijaly godziny. Podczas roboty matka opowiadala szeroko i dlugo o przygotowaniach, by ojca wyprawi'c w droge, a potem spytala, czy Synn"owe czytuje codziennie Biblie przed udaniem sie na spoczynek.

Inaczej nie bedzie ci sie darzy'c praca przez caly dzie'n! zapewniala c'orke.

Gdy wszystko bylo gotowe, wyszly obie przed kolibe i siadly w trawie, oczekujac powrotu bydla. Po chwili spytala matka, czy Ingrid wnet wr'oci na hale. Ale Synn"owe nie wiedziala wiecej od niej samej.

Tak teraz postepuja ludzie! westchnela matka.

Synn"owe wiedziala, ze nie ma na my'sli Ingrid, ale kogo's innego. Nie 'smiala jednak skierowa'c rozmowy na upragniony temat.

Kto nie ma Boga w sercu, tego dotyka jego palec, i to w chwili, gdy sie tego najmniej spodziewa! powiedziala matka.

Synn"owe milczala.

Zawsze to m'owilam! Z tego chlopaka nic nie bedzie! Kt'oz widzial tak postepowa'c pfe!

Patrzyly obie w doline, nie chcac spojrze'c sobie wzajem w oczy.

Czy wiesz, co z nim slycha'c? spytala nagle matka, rzucajac przelotne spojrzenie na c'orke.

Nie wiem odparla Synn"owe.

Bardzo z nim 'zle!

Synn"owe uczula, ze jej serce bi'c przestalo.

Czy mu co grozi? szepnela.

No tak! Dostal pchniecie nozem w bok i caly pr'ocz tego pokaleczony

Krew uderzyla dziewczynie do twarzy. Odwr'ocila glowe, by matka tego nie zauwazyla.

Ale moze przetrzyma? spytala glosem mozliwie spokojnym. Matka spostrzegla, ze pier's jej faluje gwaltownie, wiec odparla:

Pewnie sie wylize. Jest mocny!

Synn"owe wiedziala teraz, ze stalo sie co's strasznego.

Czy lezy w l'ozku? spytala.

No, naturalnie. To bardzo smutna sprawa dla rodzic'ow Tacy zacni ludzie I wychowali dobrze syna Przynajmniej nie ponosza winy w oczach Boga!

Synn"owe drzala na calym ciele, a matka m'owila dalej:

Jak to dobrze, ze zadna dziewczyna nie zwiazala sie z nim. B'og wszystkim kieruje najlepiej

Synn"owe uczula taki zawr'ot glowy, ze omal nie spadla ze wzg'orza.

Zawsze m'owilam ojcu: Niech nas B'og strzeze mamy jedna tylko c'orke, dlatego musimy dawa'c pilne baczenie, tak zawsze m'owilam. Ojciec ma miekkie serce mimo swej dzielno'sci, wiec dobrze, ze szuka rady tam, gdzie zawsze znale'z'c ja mozna, to jest w slowie bozym

Synn"owe wspomniala, jak dobry byl zawsze dla niej ojciec, i lzy naplynely jej do oczu. Nie mogla ich powstrzyma'c. Zalkala glo'sno.

Czemu placzesz? spytala matka, starajac sie spojrze'c w jej pochylona nisko twarz.

My'sle o ojcu jakala i znowu lkanie wstrzasnelo jej piersia.

Co to? Co ci jest, dziecko? pytala matka.

Sama nie wiem co's mi sie tak gdyby mu sie w drodze co's przytrafilo

C'oz to za gadanie? C'oz mu sie sta'c moze? Do miasta wiedzie prosty i r'owny go'sciniec!

Tak ale pomy'sl, mamo, co sie sie stalo z tamtym!

Z tamtym? No ojciec dzieki Bogu nie jedzie jak wariat. Wr'oci wesoly i zdrowy, je'sli B'og nie wypu'sci go ze swej 'swietej opieki.

Nieustajace lzy Synn"owe daly matce wiele do my'slenia. Powiedziala nagle:

Sa na 'swiecie r'ozne zmartwienia, nieraz nawet bardzo ciezkie. Musimy sie tym pociesza'c, ze mogloby by'c jeszcze duzo gorzej.

Ach, to smutna pociecha! powiedziala Synn"owe i plakala dalej.

Matka nie miala odwagi wypowiedzie'c tego wszystkiego, co jej lezalo na sercu, rzekla tedy tylko:

Pan B'og kieruje czesto sprawami ludzkimi w spos'ob widzialny. I tutaj zachodzi ten przypadek.

Wstala, bo uslyszala porykiwanie zblizajacego sie stada. Dzwonki tetnily, rozbrzmiewaly drewniane traby pasterzy, a krowy zstepowaly z wolna na nizej polozona hale. Byly najedzone, a przeto pokojowo i wesolo usposobione. Matka wezwala Synn"owe, by z nia poszla naprzeciwko stada. Uczynila to z ociaganiem i stapala powoli, ze spuszczona glowa.

Karen Solbakken zajela sie witaniem kr'ow. Kazda z nich poznawala ja po kolei, zblizala sie i ryczala z zadowolenia. Gladzila je, klepala po karkach i byla uszcze'sliwiona, widzac, jak sa dobrze odzywione.

O tak powiedziala B'og nie opuszcza tego, kto w nim zlozyl swa ufno's'c!

Pomagala Synn"owe zapedzi'c bydlo, bo c'orka byla dzi's do niczego. Potem pomogla jej w dojeniu, mimo ze ja to zatrzymalo dluzej niz postanowila. Gdy mleko bylo juz przecedzone, a matka zabierala sie do powrotu, Synn"owe chciala ja kawalek odprowadzi'c.

Nie nie! powiedziala. Jeste's znuzona, pol'oz sie spa'c!

Podala jej reke, wziela pusty koszyk i powiedziala na pozegnanie:

Przyjde niedlugo zobaczy'c, co slycha'c z toba. Trzymaj sie, dziecko, my'sl o nas, rodzicach swych, a nie troszcz sie o reszte!

Ledwie matka odeszla, zaczela Synn"owe duma'c, w jaki spos'ob moglaby najszybciej otrzyma'c wie'sci z Granlien. Przywolala brata Torbj"orna, ale gdy sie zjawil, nie miala odwagi zwierzy'c mu sie i odeslala go z powrotem. Postanowila i's'c sama. Ingrid nie dawala znaku zycia. Noc byla jasna i pogodna, a osiedle nie bylo tak odlegle, by to mialo stanowi'c przeszkode w tak waznej dla niej sprawie. Chwile jeszcze podumala nad slowami matki, poplakala troche, a potem zarzucila chustke i poszla boczna 'sciezka, aby nie zwraca'c uwagi chlopc'ow.

Im dluzej szla, tym bardziej jej bylo spieszno, tak ze w ko'ncu biegla drozyna le'sna, a male kamyczki oderwane od skal biegly za nia i przed nia i przerazaly ja halasem. Wiedziala, ze to tylko kamienie, a jednak zdawalo jej sie, ze kto's kroczy za nia. Przystawala tedy nasluchujac. Nie nie bylo nikogo. I zn'ow biegla jeszcze szybciej. Nagle skoczyla na glaz utkwiony jednym ko'ncem w ziemi. Pod wstrza'snieciem oderwal sie od reszty i ledwo zdazyla uskoczy'c. Glaz stoczyl sie w d'ol, czyniac okrutny lomot, obijajac sie po krzakach i drzewach. Synn"owe drzala ze strachu, a przerazila sie jeszcze bardziej, spostrzeglszy na dole na drodze jaka's posta'c. Zrazu my'slala, ze to dziki zwierz. Stanela, wstrzymujac oddech. Stwora owa przystanela r'owniez.

Oj! krzyknal kto's na widok pedzacego glazu.

Poznala matke.

Uskoczyla w bok i skryla sie za gruba sosne, czekala tam przez dobra chwile, by matka tymczasem mogla sie oddali'c. Potem szla powoli i niebawem znalazla sie niedaleko zabudowa'n w Granlien.

Na ich widok doznala uczucia pewnej trwogi, wzrastajacej w miare zblizania. Panowala cisza. Kilka narzedzi gospodarczych stalo opartych o 'sciane, obok lezal stos zrabanego drzewa opalowego, a siekiera tkwila w klocu. Przeszla mimo niego ku drzwiom. Zatrzymala sie, sluchajac. Cicho bylo wszedzie. Stala, namy'slajac sie, czy ma i's'c na g'ore do sypialni Ingrid, gdy nagle wspomniala, iz taka sama musiala by'c owa noc, kiedy Torbj"orn przyszedl do jej ogrodu sadzi'c kwiatki. Szybko tedy zzula trzewiki i w'sliznela sie schodami na pieterko.

Ingrid przerazila sie na dobre, gdy ja Synn"owe zbudzila.

Co z nim slycha'c? spytala Synn"owe.

Dopiero teraz przyszla Ingrid do przytomno'sci i chcac zwlec z odpowiedzia, siegnela po ubranie. Ale Synn"owe usiadla na l'ozku, poprosila, by lezala, i powt'orzyla pytanie.

Juz mu teraz lepiej. Droga Synn"owe m'owila Ingrid niedlugo przyjde do ciebie na hale.

Ach Ingrid! prosila Synn"owe. Nie taj przede mna niczego. Przypuszczam wszystko najgorsze, przeto sie nie przeraze.

Ingrid jeszcze chciala sie wykreca'c, ale strach Synn"owe byl tak wielki, ze nie mogla sie oprze'c. Szeptem padaly pytania i szeptem odpowiedzi. Wok'ol panowala uroczysta cisza, a powaga chwili pozwalala najsrozszej prawdzie spojrze'c w oczy.

Doszly obie do przekonania, ze wina Torbj"orna byla bardzo mala i ze nic nie przeszkadza Synn"owe wsp'olczu'c jego nieszcze'sciu. Obie plakaly rzewnie po cichu. Synn"owe rozplywala sie po prostu we lzach.

Ingrid chciala ja rozweseli'c wspomnieniami szcze'sliwych chwil przezytych razem, ale jak to czesto bywa, szczeg'oly te pogarszaly jeno jej b'ol.

Czy nie pytal o mnie? szepnela Synn"owe.

Prawie nic nie m'owi!

Ingrid przypomniala sobie o kartce i ciezko jej sie zrobilo na sercu.

Czy nie moze m'owi'c? pytala Synn"owe.

Nie wiem doprawdy nie wiem tego zareczala Ingrid i dodala:

Ale pewnie tym wiecej za to my'sli.

Czy czytuje?

Matka czytuje mu czasem i to go cieszy.

C'oz powiada?

Widzisz on prawie wcale nie m'owi! Lezy tylko na wznak i patrzy prosto przed siebie. Nic wiecej.

Czy lezy w 'swietlicy?

Tak.

Twarza zwr'ocona ku oknu?

Tak.

Zamilkly na chwile. Potem rzekla Ingrid:

Ten wiatraczek 'swietoja'nski, kt'ory mu kiedy's dala's, wisi dotad u okna i kreci sie na wietrze.

Tak tak teraz mi juz wszystko jedno! powiedziala Synn"owe z naciskiem. Nikt na 'swiecie nie zdola mnie z nim rozlaczy'c! Niech sie dzieje, co chce!

Ingrid stropila sie.

Doktor nie jest pewny, czy wr'oci do dawnych sil i zdrowia! zauwazyla.

Synn"owe stlumila placz, podniosla glowe i spojrzala w milczeniu na Ingrid. Potem znowu skulila sie i lzy poplynely po jej policzkach. Zlozyla rece, uspokoila sie, siedziala chwile bez ruchu. Nagle zdawalo sie, ze powziela postanowienie. Wstala, u'smiechnela sie, pochylila sie nad Ingrid i ucalowala ja serdecznie.

Je'sli zostanie kaleka, bede go pielegnowala. Zaraz to powiem rodzicom.

Ingrid byla tym wzruszona do glebi. Ale zanim zdolala odpowiedzie'c, Synn"owe u'scisnela jej reke.

Zegnam cie Ingrid! powiedziala. Wracam na hale!

Obr'ocila sie ra'zno, by odej's'c.

Kartka dla ciebie! szepnela Ingrid.

Kartka? zdziwila sie Synn"owe.

Ingrid wstala i przyniosla kartke. Lewa reka wsunela ja za gors Synn"owe, a prawa objela ja za szyje i serdecznie ucalowala, a Synn"owe uczula na twarzy lzy przyjaci'olki. Potem Ingrid pchnela ja delikatnie ku drzwiom i zamknela je zaraz, bo nie miala odwagi patrze'c na to, co nastapi.

Synn"owe po cichu w po'nczochach zeszla po schodach, ale duzo my'sli wirowalo jej w glowie, przeto potracila jaki's przedmiot. Przerazila sie, skoczyla predko na pr'og, przebiegla z trzewikami w rekach kolo zabudowa'n, dopadla bramy, tam stanela, wdziala obuwie i szybkim krokiem pospieszyla ku g'orom. Krew tetnila jej w skroniach. Szla szybko, nucac swoim zwyczajem jaka's piosenke z cicha, w takt krok'ow. Kroczyla coraz to predzej, az wreszcie zmeczenie zmusilo ja do odpoczynku.

Wtedy przypomniala sobie o kartce.




O 'swicie pies zaczal szczeka'c, chlopcy pobudzili sie, dojono krowy i wyganiano je na pasze, a Synn"owe dotad nie bylo.

Chlopcy wstali wla'snie i dziwowali sie, gdzie mogla znikna'c, bo spostrzegli, ze l'ozko jej bylo nietkniete, gdy zjawila sie niespodziewanie. Byla blada i nie m'owila nic. Bez slowa przygotowala dla pasterzy 'sniadanie, wlozyla do puszek zapas pozywienia dla kazdego, potem pomagala w doju.

Ciezka mgla lezala jeszcze na nizszych grzbietach g'or, cala brazowozielona.

Hala l'snila od kropel rosy. Bylo zimno, a poszczekiwanie psa rozbrzmiewalo echem po skalistych turniach.

Wypuszczano krowy po jednej. Poczuwszy rze'zwy powiew ranka ryczaly i spieszyly ku wyj'sciu, ale tam siedzial juz pies i zatrzymywal kazda z osobna, dop'oki wszystkie nie znalazly sie w gromadzie. Potem calemu stadu pozwolil wyj's'c swobodnie.

Rozdzwonily sie dzwonki zawieszone u szyi zwierzat, poszczekiwanie psa nioslo sie daleko, chlopcy deli w dlugie traby drewniane, zagluszajac sie wzajemnie.

Synn"owe odwr'ocila sie od tego obrazu pelnego zycia i wesela i udala sie na miejsce, gdzie zwykle przesiadywaly obie z Ingrid. Nie plakala. Siedziala zamy'slona, patrzac w dal i lowiac uchem r'ozne odglosy, kt'ore w miare oddalania stawaly sie coraz bardziej harmonijne.


| Dziewczę ze Słonecznego Wzgórza tłum. Franciszek Mirandola | c